Epizod

Jeden z wielu powrotów w przeszłość

May 11, 2018 - 3 minute read -
blog

Klucz zgrzytnął w zamku, a drzwi zaskrzypiały standardowo. Przez głowę przemknęła mi myśl żeby w końcu je naoliwić ale znikła zaraz po odwieszeniu kluczy na stałe miejsce naprzeciw wejścia. Plecy bolały po dwunastu godzinach nocki więc nie zmuszałem się do nadwyrężania ich po raz kolejny tylko szybko ściągnąłem buty jeden o drugi. Przypiąłem jeszcze pasmo do kluczy i już byłem w łazience. Oczywiście nie dane mi było zaznać ulgi bo strażnik stał w wannie wskazując pranie. Westchnąłem i któryś raz z rzędu machnąwszy na niego ręką wysłałem kolejne pasmo. Zamigotał spojrzał z wyrzutem i znikł. Załatwiłem potrzebę i już wchodziłem przywitać Agusię gdy… No właśnie, zdążyłem jeszcze rzucić w myślach cholera, żeby w następnej chwili syknąć z bólu gdy wosk kapnął mi na rękę. Gdzie tym razem do cholery… - zakląłem i szybko odłożyłem świecę. Migotliwy poblask na ścianach sugerował okres sprzed elektryczności ale już po upadku Migów. Przepocony ciężki kaftan maskowany litrami perfum nie usposabiał najlepiej do natarczywego pukania dobiegającego z prawej strony. Usiadłem i przywołałem w myślach tlące się wspomnienia. Nabrałem oddechu i pozwoliłem historii płynąć dalej.

  • Wejść – chrapliwe szczeknięcie odbiło się od kamiennych ścian. Drzwi powoli uchyliły się i zgięty w pół mały człowieczek wpełzł (bo nie można tego nazwać inaczej jak czołganiem się na dwóch nogach) do komnaty.

  • Panie mój – wybełkotał a oczy błyszczały mu strachem gdy spoglądał na mnie spod resztek tłustych kłaków jakie zostały mu na głowie. – Złapaliśmy ją, jest za drzwiami.

  • Wprowadzić – kolejne szczeknięcie, tym razem jakby mniej złowrogie potoczyło się w stronę drzwi.

Podniosłem świecę i zapieczętowałem list - nareszcie sprawy zaczęły się prostować – przemknęło mi przez myśl i uśmiechnąłem się w duchu.

Drzwi otwarły się na oścież i wszedł postawny mężczyzna w krótkiej zbroi kolczej. Jego tępa gęba raczej nie nastrajała pozytywnie, aczkolwiek wydawałem się być zadowolony z jego widoku.

Gdy tylko przekroczył próg i zrobiło się dość miejsca dla drugiej osoby do komnaty wleciała drobna postać. Kobieta z krzykiem odbiła się od kamiennej posadzki i wylądowała pod ścianą.

Jej drobna postawa, brudne od błota, pełne liści i patyków włosy, oraz sińce pod oczami i ślady łez budziły raczej smętne wrażenie. Zwisające na niej poszarpane resztki tuniki więcej odsłaniały niż zakrywały dopełniając obrazu nędzy i rozpaczy. Zaraz za nią wmaszerował kolejny osiłek. O ile pierwszy z nich sprawiał jeszcze jakieś nikłe wrażenie posiadania inteligencji o tyle drugi był zwykłą kupą mięśni i żelastwa. Waliło od niego tanią gorzałą i potem. Zatkałem z odrazą nos i trzeci raz jak do tej pory wydałem z siebie mało ludzkie:

  • Wypierdalaj stąd śmieciu i nie pokazuj mi się na oczy. Pies cię jebał, tak od ciebie wali.

Czułem głęboką odrazę dla całej sceny. Wyszedłem ze swojego zeszłego ja i oparłem się o potężny dębowy kredens. Kurwa niech to się w końcu skończy – westchnąłem do siebie w duchu. – Dobrze, że nauczyłem się ograniczać te epizody do minimum.

Tymczasem trzasnęły drzwi i smród jakby zmalał. Włączyłem pełne widzenie i odciąłem pasmo zapachu. Przynajmniej tyle.

  • Gdzie ją znalazłeś? – poczułem jak okrutna radość rozlewa mi się powoli po umyśle. Paskudne nie należące do mnie uczucie, którego nie potrafiłem przezwyciężyć. Czy to że cieszyłem się na myśl o jej przyszłym ponurym losie stawiało mnie na równy z byłym mną? Jaki rozwój wypadków doprowadził mnie do tego miejsca? Czy urodziłem się już potworem?

  • Na skraju bagien Panie – mocnym, pewnym siebie głosem odparł mężczyzna. – Tuż za lasem na wschód od Celmeresfort.

  • Suka myślała że ucieknie. – Zagotowało się we mnie z wściekłości. Podszedłem do kobiety w kącie i kopnąłem ją pod żebra. Zaskowyczała nisko i zaczęła pluć krwią. Splunąłem z odrazą i wróciłem za stół.

  • Dwa dni bez chleba i wody a potem oddajcie ją klerykom. – Wziąłem następny kawałek pergaminu i zamoczyłem pióro.

– Tylko ma do nich trafić żywa – zastrzegłem znad kałamarza. – I daj to gońcowi, Andrew ma to dostać najpóźniej o świcie.

Tak Panie – Mężczyzna wziął list, pochwycił wciąż szlochającą kobietę i wyszedł.

  • Obyś spłonęła w piekle wiedźmo – wymruczałem z dziką satysfakcją.

Powietrze z cichym gwizdem uleciało z płuc, klamka zgrzytnęła i wszedłem do pokoju.

  • Cześć serduszko, jak noc? – kształt pod kołdrą wymownie obrócił się na drugi bok, więc wziąłem pałętającą się pod nogami Piękną na ręce i wszedłem pod kołdrę.

To była długa noc…